PRACA ZA GRANICĄ- Jak nie dać się oszukać?


W związku z tym, że mnóstwo osób wyjeżdża w ostatnich latach do pracy za granicę, chciałabym się podzielić moją histrorią z nieuczciwym pracodawcą.




Oto kilka wniosków:



1. Nie pracuj z włochami poza granicami Włoch! ;D
2. Czytaj ze zrozumieniem umowy i nie daj wejść sobie na głowę.
3. Unikaj włochów.



A więc, podczas mojego pobytu w Austrii pracowałam w restauracji, jako kelnerka.
Zaproponowano mi umowę na 6 miesięcy i dodatkowo zapewniono mi zakwaterowanie na czas trwania umowy, które opłacał szef.

-Wg umowy tygodniowy czas pracy miał wynosić 40 h tygodniowo.
Oczywiście godzin było dwa razy tyle. Nadgodziny były płatne "od ręki".

-Napiwki zbieraliśmy i dzieliliśmy się nimi pod koniec każdego miesiąca.

Pewnie nie byłoby w tym nic złego, gdyby wraz z kończącym się sezonem narciarskim nasz szef cokolwiek ogarniał.

Nie ogarniał. Nie płacił podatków. Nie płacił za wynajem lokalu. Nie płacił za rachunki.
Gdy sezon dobiegł końca nasz ukochany szef postanowił, że wyśle nas do Włoch, do jego włoskiej restauracji.
Tylko, ze tamta restauracja plajtowała, a on nie miał zamiaru dać nam włoskiej umowy- miał ochotę zatrudnić nas na czarno.
Więc usłyszałam, tę dramatyczną kwestię, że jeżeli nie pojadę następnego dnia do Parmy, to jestem zwolniona.
Następnego dnia okazało się, że WSZYSCY zostali zwolnieni, a restauracja zostanie zamknięta.




CO ZROBIĆ W TAKIEJ SYTUACJI?

A no nie dać się.
Jeśli chodzi o Austrię, to z pomocą przychodzi AK Tirol (https://tirol.arbeiterkammer.at/index.html)
Najlepiej nie dać sobie wmówić, że nasz kochany włoski szef przyjedzie i wypłaci nam wszystko od ręki. O nie!




Zasada nr 1:

ZAWSZE rób zdjęcia lub skany grafiku i liczby przepracowanych godzin!


Zasada nr 2:

Zawsze staraj się wydębić pisemne oświadczenie, że otrzymałaś/łeś (lub nie) jakąś kwotę za nadgodziny lub napiwki.



Zasada nr 3:

ZAWSZE i OD RAZU idziesz z tym do prawnika. Amen.

Im szybsza reakcja, tym lepsze rezultaty.





Moją sprawą zajęło się Arbeiterkammer Tirol.
Wystarczyło, że położyłam im przed nos umowę i grafik, gdzie czarno na białym widać, że zrobiłam 200 nadgodzin, a oni z szelmowskim uśmiechem je przytulą.

Porada jest bezpłatna. Oni sobie szefa skontrolują, spróbują nawiązać z nim kontakt, przycisnąć do zapłaty- a jeśli nie ma reakcji, to sprawę kierują do sądu.
Opłata dla kancelarii wyniosła w moim przypadku 300 euro.

Takie procesy oczywiście potrafią ciągnąć się w nieskończoność: od czasu zgłoszenia sprawy do rozprawy minęło 10 miesięcy, ale warto było czekać.


Proces wygrałam, a Pan Giorgio zapłaci nie tylko za godziny, które przepracowałam, ale także za okres wypowiedzenia, dni urlopowe, swięta itp., opłaty dla kancelarii , a także za publiczne środki transportu, z ktorych skorzystałam jadąc na rozprawę. Na zapłatę ma dwa tygodnie- jeśli tego nie zrobi, to będą naliczane odsetki 9%. A wtedy zajmie się tym komornik.


Także nie dajmy się zastraszyć i walczmy o swoje prawa:)


Całuski,
Klaudia

Komentarze

Popularne posty